piątek, 8 sierpnia 2008

DLACZEGO JESTEM ZA KLASTREM ?

Dlaczego jestem za klastrem ?

Dla tych, którzy o klastrach nie słyszeli pomysł ten trąci oderwaną od życia egzotyką. A to nie tak! Chodzi o sprawy, które jak najbardziej konkretnie wręcz żywotnie muszą zainteresować mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej. To ważny projekt i dlatego szukamy sojuszników !
Apelując o wypowiedzi na blogu, nie czekamy na laurki. Prosimy o pytania, o rzeczową krytykę, bez której dialog nie ma sensu, o istotne nowe propozycje. Są już pierwsze reakcje. W ciągu tygodnia (debata ruszyła 1. sierpnia) na blogu pojawiły się pierwsze głosy merytoryczne, nadeszły mailowe posty, były telefony i ciekawe rozmowy bezpośrednie. Niektóre z tych głosów wskazują na potrzebę pełniejszego wyjaśnienia, o co w tym projekcie chodzi? Dlaczego tu, w Kotlinie Jeleniogórskiej proponujemy utworzenie klastra ?
Spróbuję to raz jeszcze przybliżyć, podpierając się trzema hasłami-cytatami. Każdy jakby „z innej bajki”, ale ilustrują motywacje leżące u źródła tej obywatelskiej (to podkreślmy !) inicjatywy.

Cytat I : Myśl globalnie, działaj lokalnie !

Taką maksymę po pamiętnym „Szczycie Ziemi” (Rio de Janeiro, 1992) wpisał na swoje sztandary światowych ruch ekologiczny. Ludzkość – zwłaszcza jej myśląca część - z rosnącym niepokojem zaczęła widzieć skutki samobójczej głupoty, która pozwala człowiekowi niszczyć podstawy własnej egzystencji. Karierę zaczęło robić hasło „Agenda 21”, namnożyło się inicjatyw na rzecz eko-rozwoju, inaczej: rozwoju zrównoważonego, lub jeszcze trafniej: równoważonego. Ta mobilizacja przynosi już efekty. Ale ci, którzy „ekologię” traktują serio, dobrze wiedzą ilu problemów nadal nie potrafiliśmy rozwiązać. Że rozliczne zagrożenia nie znikły i że będą o sobie dawały znać i to, obawiam się, coraz natarczywiej. Troska o środowisko to nie nakaz mody, ani takiej czy innej koniunktury. Do przeciętnego Kowalskiego dociera to jednak z trudem, lub wcale. Ale nie dziwmy się Kowalskiemu. Ze zrozumieniem wagi tych spraw jest źle także na wyższych, ba! na najwyższych szczeblach elit władzy. Bo np. kto w Polsce wie, że żyjemy dziś w czwartym (już !) roku Dekady Edukacji dla Zrównoważonego Rozwoju ? W styczniu 2005 r. ogłosił ją ONZ i zarekomendował całemu światu na lata 2005-2014. Czy dla Polaków cokolwiek z tej „Dekady” wynika? Czy ktoś, poza jeleniogórskim ekonomistą prof. Tadeuszem Borysem, apeluje by inicjatywę ONZ potraktować na serio? By np. wzorem niemieckiego Bundestagu wdrożyć stosowny plan działania na rzecz realizacji założeń „Dekady”?
A zatem, skoro na górze trwa słodki sen, skoro żaden region nie prezentuje swoich rzetelnie i kompleksowo wypróbowanych wzorców działania, co stoi na przeszkodzie, by – w myśl zasady: co nie zabronione to dozwolone – zadziałać l o k a l n i e ? Ramy takiego lokalnego planu już mamy. Twórcy „Tez Karkonoskich” zarysowali strategię działań wielokierunkowych, które nie ograniczą się do sfery eko-edukacji, choć w istocie od niej trzeba zacząć...
A „klaster” proponowany jest jako (wypróbowane już w świecie) n a r z ę d z i e, które urealni i usprawni materialne urzeczywistnienie tej wizji w kolejnych etapach. Na przykład do roku 2030.

Cytat II : Czy leci z nami pilot ?

Był taki film o komediowej konwencji. Przypomina mi się, gdy myślę o koordynacji zachodzących tu procesów, które mniej lub bardziej zauważalnie zmieniają warunki naszego życia. A także - pozytywnie lub negatywnie – kształtują wizerunek tego „miejsca na Ziemi”. Dziś spójnej koordynacji nie ma w tym za grosz. „Pilota” nie ma. Procesy o których mowa wynikają z decyzji gospodarczych, lokalizacyjnych, inwestycyjno-budowlanych. Powinny też wynikać z planów zagospodarowania przestrzennego, jeśli takowe są. Generalnie: reforma samorządowa z początku lat 90-tych sprawiła, że gminy zdecydowanie i przeważnie z dobrym skutkiem weszły w rolę rzeczywistych gospodarzy swoich włości. Wiedzą czego chcą, mają na ogół swoje wizje i strategie. A co z tzw. zrównoważonym rozwojem? Dziś żaden „poprawny politycznie” samorządowiec nie zakwestionuje wprost tego kanonu. A w praktyce? Tu już różnie bywa. Bieżące decyzje obciążone są nawykiem myślenia kadencyjnego, nastawieniem na taki sukces, który da punkty w najbliższych wyborach. Ilu burmistrzów oprze się kuszeniu przez inwestora-potentata, o jakim gmina od dawna marzyła, a który wejście ze swoją kasą uzależnia od „drobnych” ustępstw. A to co do wycinki drzew, zwiększenia gabarytów budowli powyżej ustaleń studium krajobrazowego, etc... Ot, dylemat! Nie wiem jak powszechne jest myślenie, którego próbkę na tym blogu dał ceniony przeze mnie Tomek Ś. (patrz głos „ostrożnego sceptyka”). Pisze on: „(...) przy obecnych uwarunkowaniach prawnych dot. ochrony środowiska, rozwój ‘niezrównoważony’ w rozumieniu ‘nie ekologiczny’ w ogóle nie jest ‘tu i teraz’ możliwy, można więc mówić tylko o rozwoju. Lub jego braku. Bo prawdziwy dylemat dla tego obszaru nie brzmi: rozwój zrównoważony czy rozwój niezrównoważony. On brzmi: rozwój czy brak rozwoju /regres/… (...)”. Można by się z tym zgodzić, gdybyśmy już żyli w kraju, gdzie owe „uwarunkowania prawne dot. ochrony środowiska” to rzecz święta i obowiązująca. Gdybyż tak było!... Nie byłoby dzikich wysypisk śmieci, nie tolerowalibyśmy barbarzyńskich obyczajów jak kłusownictwo, wypalanie łąk i pól czy, czy wreszcie papranie krajobrazu brzydką architekturą, kakofonią reklam itp… Na każdy z tych grzechów paragraf znalazłby się. Ale my to wszystko widzimy i jakby nam to nie przeszkadzało. Tym bardziej więc nie liczyłbym na to Tomku, że dobre prawo (plus niewidzialna ręka rynku, jak wielu uważa) zapewnią nam rozwój harmonijny i ekologiczną pełnię szczęścia. Nie masz też racji pisząc, że w rachubę wchodzi tylko alternatywa: rozwój albo brak rozwoju. Tak jak brak rozwoju można stopniować (zastój, potem regres, wreszcie degrengolada...) tak i ten scenariusz rozwojowy może mieć nie tylko różne skale ale i różne wektory: pozytywny i negatywny. Radowanie się rozwojem dla samego rozwoju skutkuje problemami, jakie zafundowało sobie zatłoczone dziś Zakopane czy Karkonoski Park Narodowy, który musi sterować tłumami wędrującymi na Śnieżkę. A co będzie, jak w Karpaczu przybędą dalsze tysiące miejsc noclegowych? Czy będziemy przybyszom perswadować by się na Śnieżkę nie wybierali?
Czy plany i strategie rozwoju 10 gmin w Kotlinie Jeleniogórskiej układają się w jeden spójny, skoordynowany plan działania? Taki, który w jakimś konkretnym horyzoncie czasowym przekształci ten obszar w owe wspaniałe Śląskie Elizjum, jakie mamy obowiązek zostawić tu naszym dzieciom i wnukom? Tak nie jest, ale w gruncie rzeczy niewiele trzeba, aby tak było… Koncepcja „klastra” zakłada, że jeśli takiej koordynacji chcemy, to także owego „pilota” możemy sobie zafundować.

Cytat III : Nie tak stromo pod tę górę…

Znawcy przedmiotu mówią, że w Polsce działa już ponad 80 struktur „klastrowych”, w większości utworzonych przez podmioty współdziałające „na niwie” produkcyjnej.
Klaster Karkonoski (pełna nazwa: ŚLĄSKIE ELIZJUM - KRAINA ZRÓWNOWAZONEGO ROZWOJU) to projekt uruchomienia dość specyficznego eksperymentu. Nie byłby on obciążony jakimś szczególnym ryzykiem, jako że za projektem stoją przede wszystkim motywacje i zaangażowanie obywatelskie „pro publico bono”. Więc może nie bójmy się tego eksperymentu !
Powyższy cytat nie jest pełny. Pochodzi od nieocenionego Stefana Bratkowskiego. Gdy nastał czas pierwszej „Solidarności” i powiało zbiorową wolą i determinacją ku historycznym zmianom, Bratkowski, ostatni pozytywista R.P., napisał niewielką książeczkę, którą przewrotnie zatytułował jakoś tak: „Nie tak stromo pod tę górę (może górkę? – JJ.), czyli krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić”. Przywołał znaną przypowieść: jest jakiś problem, o którym wszyscy wiedzą, że z pewnością nie da się go rozwiązać. Ale przychodzi taki jeden, który tego nie wie. I on ten problem rozwiązuje…
Dla powodzenia tej nowej inicjatywy potrzeba będzie sporo dobrej woli i mobilizacji. Ale czyż nie żyjemy w regionie, gdzie ileś niełatwych przedsięwzięć już się powiodło? To że szeroka mobilizacja na rzecz czystości środowiska ma sens potwierdzają znane mieszkańcom regionu doświadczenia: wieloletnie boje o zamknięcie „Celwiskozy” czy o likwidację koszmaru, jakim dla tej części Europy i to przez całe dziesięciolecia, był tzw. „Czarny Trójkąt” zwany też „Trójkątem Siarkowym”. To już historia, coraz bardziej odległa. Ale przypomnijmy i to: jeśli do walki z degradacją środowiska na tak ogromną skalę trzeba było stworzyć specjalne narzędzia, to i to okazało się możliwe: w krótkim czasie powstała tu pierwsza w byłym bloku wschodnim transgraniczna wspólnota p/n Euroregion Neisse-Nisa-Nysa. I jeśli dziś na granicach Polski mamy już 15,a niebawem 16 euroregionów, to warto czasem przypomnieć, gdzie pierwszy taki eksperyment miał miejsce.

„Klaster Karkonoski” (co do tej nazwy: patrz komentarz Michała Rażniewskiego do mojego pierwszego wpisu) był wczoraj (7.08.) tematem kolejnej roboczej dyskusji. Tym razem zorganizowanej przez p. Grzegorza Rychtera, prezesa Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. To już kolejne spotkanie, które jednoznacznie potwierdza sens i znaczenie tego projektu. Także to, że pod wieloma względami Kotlina Jeleniogórska (10 gmin w dwóch powiatach), do takiego eksperymentu nadaje się wręcz idealnie. Szczegóły tej dyskusji dziś pozwalam sobie pominąć. Ale mogę zakomunikować, że już nie rozważamy „czy w ogóle?”. Szukamy dobrych odpowiedzi na pytania - jak?, z kim?, jakimi środkami? etc...

Jacek Jakubiec

Brak komentarzy: