Dlaczego jestem za klastrem ?
Dla tych, którzy o klastrach nie słyszeli pomysł ten trąci oderwaną od życia egzotyką. A to nie tak! Chodzi o sprawy, które jak najbardziej konkretnie wręcz żywotnie muszą zainteresować mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej. To ważny projekt i dlatego szukamy sojuszników !
Apelując o wypowiedzi na blogu, nie czekamy na laurki. Prosimy o pytania, o rzeczową krytykę, bez której dialog nie ma sensu, o istotne nowe propozycje. Są już pierwsze reakcje. W ciągu tygodnia (debata ruszyła 1. sierpnia) na blogu pojawiły się pierwsze głosy merytoryczne, nadeszły mailowe posty, były telefony i ciekawe rozmowy bezpośrednie. Niektóre z tych głosów wskazują na potrzebę pełniejszego wyjaśnienia, o co w tym projekcie chodzi? Dlaczego tu, w Kotlinie Jeleniogórskiej proponujemy utworzenie klastra ?
Spróbuję to raz jeszcze przybliżyć, podpierając się trzema hasłami-cytatami. Każdy jakby „z innej bajki”, ale ilustrują motywacje leżące u źródła tej obywatelskiej (to podkreślmy !) inicjatywy.
Cytat I : Myśl globalnie, działaj lokalnie !
Taką maksymę po pamiętnym „Szczycie Ziemi” (Rio de Janeiro, 1992) wpisał na swoje sztandary światowych ruch ekologiczny. Ludzkość – zwłaszcza jej myśląca część - z rosnącym niepokojem zaczęła widzieć skutki samobójczej głupoty, która pozwala człowiekowi niszczyć podstawy własnej egzystencji. Karierę zaczęło robić hasło „Agenda 21”, namnożyło się inicjatyw na rzecz eko-rozwoju, inaczej: rozwoju zrównoważonego, lub jeszcze trafniej: równoważonego. Ta mobilizacja przynosi już efekty. Ale ci, którzy „ekologię” traktują serio, dobrze wiedzą ilu problemów nadal nie potrafiliśmy rozwiązać. Że rozliczne zagrożenia nie znikły i że będą o sobie dawały znać i to, obawiam się, coraz natarczywiej. Troska o środowisko to nie nakaz mody, ani takiej czy innej koniunktury. Do przeciętnego Kowalskiego dociera to jednak z trudem, lub wcale. Ale nie dziwmy się Kowalskiemu. Ze zrozumieniem wagi tych spraw jest źle także na wyższych, ba! na najwyższych szczeblach elit władzy. Bo np. kto w Polsce wie, że żyjemy dziś w czwartym (już !) roku Dekady Edukacji dla Zrównoważonego Rozwoju ? W styczniu 2005 r. ogłosił ją ONZ i zarekomendował całemu światu na lata 2005-2014. Czy dla Polaków cokolwiek z tej „Dekady” wynika? Czy ktoś, poza jeleniogórskim ekonomistą prof. Tadeuszem Borysem, apeluje by inicjatywę ONZ potraktować na serio? By np. wzorem niemieckiego Bundestagu wdrożyć stosowny plan działania na rzecz realizacji założeń „Dekady”?
A zatem, skoro na górze trwa słodki sen, skoro żaden region nie prezentuje swoich rzetelnie i kompleksowo wypróbowanych wzorców działania, co stoi na przeszkodzie, by – w myśl zasady: co nie zabronione to dozwolone – zadziałać l o k a l n i e ? Ramy takiego lokalnego planu już mamy. Twórcy „Tez Karkonoskich” zarysowali strategię działań wielokierunkowych, które nie ograniczą się do sfery eko-edukacji, choć w istocie od niej trzeba zacząć...
A „klaster” proponowany jest jako (wypróbowane już w świecie) n a r z ę d z i e, które urealni i usprawni materialne urzeczywistnienie tej wizji w kolejnych etapach. Na przykład do roku 2030.
Cytat II : Czy leci z nami pilot ?
Był taki film o komediowej konwencji. Przypomina mi się, gdy myślę o koordynacji zachodzących tu procesów, które mniej lub bardziej zauważalnie zmieniają warunki naszego życia. A także - pozytywnie lub negatywnie – kształtują wizerunek tego „miejsca na Ziemi”. Dziś spójnej koordynacji nie ma w tym za grosz. „Pilota” nie ma. Procesy o których mowa wynikają z decyzji gospodarczych, lokalizacyjnych, inwestycyjno-budowlanych. Powinny też wynikać z planów zagospodarowania przestrzennego, jeśli takowe są. Generalnie: reforma samorządowa z początku lat 90-tych sprawiła, że gminy zdecydowanie i przeważnie z dobrym skutkiem weszły w rolę rzeczywistych gospodarzy swoich włości. Wiedzą czego chcą, mają na ogół swoje wizje i strategie. A co z tzw. zrównoważonym rozwojem? Dziś żaden „poprawny politycznie” samorządowiec nie zakwestionuje wprost tego kanonu. A w praktyce? Tu już różnie bywa. Bieżące decyzje obciążone są nawykiem myślenia kadencyjnego, nastawieniem na taki sukces, który da punkty w najbliższych wyborach. Ilu burmistrzów oprze się kuszeniu przez inwestora-potentata, o jakim gmina od dawna marzyła, a który wejście ze swoją kasą uzależnia od „drobnych” ustępstw. A to co do wycinki drzew, zwiększenia gabarytów budowli powyżej ustaleń studium krajobrazowego, etc... Ot, dylemat! Nie wiem jak powszechne jest myślenie, którego próbkę na tym blogu dał ceniony przeze mnie Tomek Ś. (patrz głos „ostrożnego sceptyka”). Pisze on: „(...) przy obecnych uwarunkowaniach prawnych dot. ochrony środowiska, rozwój ‘niezrównoważony’ w rozumieniu ‘nie ekologiczny’ w ogóle nie jest ‘tu i teraz’ możliwy, można więc mówić tylko o rozwoju. Lub jego braku. Bo prawdziwy dylemat dla tego obszaru nie brzmi: rozwój zrównoważony czy rozwój niezrównoważony. On brzmi: rozwój czy brak rozwoju /regres/… (...)”. Można by się z tym zgodzić, gdybyśmy już żyli w kraju, gdzie owe „uwarunkowania prawne dot. ochrony środowiska” to rzecz święta i obowiązująca. Gdybyż tak było!... Nie byłoby dzikich wysypisk śmieci, nie tolerowalibyśmy barbarzyńskich obyczajów jak kłusownictwo, wypalanie łąk i pól czy, czy wreszcie papranie krajobrazu brzydką architekturą, kakofonią reklam itp… Na każdy z tych grzechów paragraf znalazłby się. Ale my to wszystko widzimy i jakby nam to nie przeszkadzało. Tym bardziej więc nie liczyłbym na to Tomku, że dobre prawo (plus niewidzialna ręka rynku, jak wielu uważa) zapewnią nam rozwój harmonijny i ekologiczną pełnię szczęścia. Nie masz też racji pisząc, że w rachubę wchodzi tylko alternatywa: rozwój albo brak rozwoju. Tak jak brak rozwoju można stopniować (zastój, potem regres, wreszcie degrengolada...) tak i ten scenariusz rozwojowy może mieć nie tylko różne skale ale i różne wektory: pozytywny i negatywny. Radowanie się rozwojem dla samego rozwoju skutkuje problemami, jakie zafundowało sobie zatłoczone dziś Zakopane czy Karkonoski Park Narodowy, który musi sterować tłumami wędrującymi na Śnieżkę. A co będzie, jak w Karpaczu przybędą dalsze tysiące miejsc noclegowych? Czy będziemy przybyszom perswadować by się na Śnieżkę nie wybierali?
Czy plany i strategie rozwoju 10 gmin w Kotlinie Jeleniogórskiej układają się w jeden spójny, skoordynowany plan działania? Taki, który w jakimś konkretnym horyzoncie czasowym przekształci ten obszar w owe wspaniałe Śląskie Elizjum, jakie mamy obowiązek zostawić tu naszym dzieciom i wnukom? Tak nie jest, ale w gruncie rzeczy niewiele trzeba, aby tak było… Koncepcja „klastra” zakłada, że jeśli takiej koordynacji chcemy, to także owego „pilota” możemy sobie zafundować.
Cytat III : Nie tak stromo pod tę górę…
Znawcy przedmiotu mówią, że w Polsce działa już ponad 80 struktur „klastrowych”, w większości utworzonych przez podmioty współdziałające „na niwie” produkcyjnej.
Klaster Karkonoski (pełna nazwa: ŚLĄSKIE ELIZJUM - KRAINA ZRÓWNOWAZONEGO ROZWOJU) to projekt uruchomienia dość specyficznego eksperymentu. Nie byłby on obciążony jakimś szczególnym ryzykiem, jako że za projektem stoją przede wszystkim motywacje i zaangażowanie obywatelskie „pro publico bono”. Więc może nie bójmy się tego eksperymentu !
Powyższy cytat nie jest pełny. Pochodzi od nieocenionego Stefana Bratkowskiego. Gdy nastał czas pierwszej „Solidarności” i powiało zbiorową wolą i determinacją ku historycznym zmianom, Bratkowski, ostatni pozytywista R.P., napisał niewielką książeczkę, którą przewrotnie zatytułował jakoś tak: „Nie tak stromo pod tę górę (może górkę? – JJ.), czyli krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić”. Przywołał znaną przypowieść: jest jakiś problem, o którym wszyscy wiedzą, że z pewnością nie da się go rozwiązać. Ale przychodzi taki jeden, który tego nie wie. I on ten problem rozwiązuje…
Dla powodzenia tej nowej inicjatywy potrzeba będzie sporo dobrej woli i mobilizacji. Ale czyż nie żyjemy w regionie, gdzie ileś niełatwych przedsięwzięć już się powiodło? To że szeroka mobilizacja na rzecz czystości środowiska ma sens potwierdzają znane mieszkańcom regionu doświadczenia: wieloletnie boje o zamknięcie „Celwiskozy” czy o likwidację koszmaru, jakim dla tej części Europy i to przez całe dziesięciolecia, był tzw. „Czarny Trójkąt” zwany też „Trójkątem Siarkowym”. To już historia, coraz bardziej odległa. Ale przypomnijmy i to: jeśli do walki z degradacją środowiska na tak ogromną skalę trzeba było stworzyć specjalne narzędzia, to i to okazało się możliwe: w krótkim czasie powstała tu pierwsza w byłym bloku wschodnim transgraniczna wspólnota p/n Euroregion Neisse-Nisa-Nysa. I jeśli dziś na granicach Polski mamy już 15,a niebawem 16 euroregionów, to warto czasem przypomnieć, gdzie pierwszy taki eksperyment miał miejsce.
„Klaster Karkonoski” (co do tej nazwy: patrz komentarz Michała Rażniewskiego do mojego pierwszego wpisu) był wczoraj (7.08.) tematem kolejnej roboczej dyskusji. Tym razem zorganizowanej przez p. Grzegorza Rychtera, prezesa Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. To już kolejne spotkanie, które jednoznacznie potwierdza sens i znaczenie tego projektu. Także to, że pod wieloma względami Kotlina Jeleniogórska (10 gmin w dwóch powiatach), do takiego eksperymentu nadaje się wręcz idealnie. Szczegóły tej dyskusji dziś pozwalam sobie pominąć. Ale mogę zakomunikować, że już nie rozważamy „czy w ogóle?”. Szukamy dobrych odpowiedzi na pytania - jak?, z kim?, jakimi środkami? etc...
Jacek Jakubiec
piątek, 8 sierpnia 2008
wtorek, 5 sierpnia 2008
Michałowi Rażniewskiemu w odpowiedzi
Drogi Michale,
jest oczywiście racja w tym, co piszesz. Dzięki za ten komentarz
Rozumiem Cię lepiej niż myślisz. Nie dalej jak przedwczoraj byłem na festynie "Dzień Holandii" w Kopańcu i po raz któryś mogłem się przekonać czym są i jakimi walorami dysponują gminy "nie-karkonoskie". W tym wypadku nie („Twój”) Jeżów Sudecki a Stara Kamienica. Jest znamienne, że szczególne zauroczenie tą gminą wykazują od lat właśnie Holendrzy. Podziwiają te enklawy czystej natury, nie odkryte jeszcze przez turystykę masową i nie rozumieją nas gdy z uporem dogęszczamy Karpacz czy Szklarską Porębę.
Nasz klaster, który ma się dobrze przysłużyć całej Kotlinie Jeleniogórskiej (10 gmin) początkowo nazywaliśmy w skrócie Jeleniogórskim, ale to sugerowałoby – wbrew naszym intencjom – dominację w tej inicjatywie największej z gmin, co w okolicy byłoby niechętnie widziane. Ktoś podpowiedział że w kontaktach zewnętrznych ta okolica to "region karkonoski" i że to określenie jest pojemniejsze, szybciej się kojarzy, jest marketingowo nośne. Póki co, taki skrót funkcjonuje, ale oczywiście: nad hasłową nazwą klastra można się jeszcze zastanowić...
Dziś ważne jest jednak coś innego: jakie szanse ma cały ten pomysł ? Ma on swoich sojuszników, ale i sceptyków nie brak. Marzy mi się dynamiczna i „pełnokrwista” dyskusja, która najpierw odpowie na pytanie : czy ta idea ma w ogóle sens ?
Pozdrawiam
Jacek Jakubiec
jest oczywiście racja w tym, co piszesz. Dzięki za ten komentarz
Rozumiem Cię lepiej niż myślisz. Nie dalej jak przedwczoraj byłem na festynie "Dzień Holandii" w Kopańcu i po raz któryś mogłem się przekonać czym są i jakimi walorami dysponują gminy "nie-karkonoskie". W tym wypadku nie („Twój”) Jeżów Sudecki a Stara Kamienica. Jest znamienne, że szczególne zauroczenie tą gminą wykazują od lat właśnie Holendrzy. Podziwiają te enklawy czystej natury, nie odkryte jeszcze przez turystykę masową i nie rozumieją nas gdy z uporem dogęszczamy Karpacz czy Szklarską Porębę.
Nasz klaster, który ma się dobrze przysłużyć całej Kotlinie Jeleniogórskiej (10 gmin) początkowo nazywaliśmy w skrócie Jeleniogórskim, ale to sugerowałoby – wbrew naszym intencjom – dominację w tej inicjatywie największej z gmin, co w okolicy byłoby niechętnie widziane. Ktoś podpowiedział że w kontaktach zewnętrznych ta okolica to "region karkonoski" i że to określenie jest pojemniejsze, szybciej się kojarzy, jest marketingowo nośne. Póki co, taki skrót funkcjonuje, ale oczywiście: nad hasłową nazwą klastra można się jeszcze zastanowić...
Dziś ważne jest jednak coś innego: jakie szanse ma cały ten pomysł ? Ma on swoich sojuszników, ale i sceptyków nie brak. Marzy mi się dynamiczna i „pełnokrwista” dyskusja, która najpierw odpowie na pytanie : czy ta idea ma w ogóle sens ?
Pozdrawiam
Jacek Jakubiec
niedziela, 3 sierpnia 2008
Głos ekonomisty (lekko sceptyczny)
Głos ekonomisty (lekko sceptyczny)
Witaj Jacku….
…. „Elizjum – kraina zrównoważonego rozwoju”.. .. hm, wydaje mi się, że przy obecnych uwarunkowaniach prawnych dot. ochrony środowiska, rozwój ‘niezrównoważony’ w rozumieniu ‘nie ekologiczny’ w ogóle nie jest ‘tu i teraz’ możliwy, można więc mówić tylko o rozwoju. Lub jego braku. Bo prawdziwy dylemat dla tego obszaru nie brzmi: rozwój zrównoważony czy rozwój niezrównoważony. On brzmi: rozwój czy brak rozwoju /regres/… Czy długofalowo zmierzamy w kierunku regionu coraz bardziej przyjaznego dla mieszkańców, o nowoczesnej infrastrukturze, profesjonalnej jakości usług, atrakcyjnego dla turystów, z dodatnim saldem migracji….. czy też obszaru problemowego - odpływ mieszkańców, wymywanie zdolnych i przedsiębiorczych, kiepska jakość usług i infrastruktury, niskopłatne miejsca pracy, nadawanie tonu w centrach miejscowości przez pijaczków, graficiarzy i przygłupiej młodzieży, a w lokalnych mediach przez populistów i sfrustrowanych, niekumatych komentatorów?
…. Rozwój z pewnością nie może opierać się na jednej branży, i tu faktycznie mamy sporo atutów – walory krajobrazowe, rosnąca baza turystyczna, zabytki, usługi spa, kilka szkół wyższych, przemysł…. o jakości tego wszystkiego można by wiele dyskutować, ale ważne, by była powszechna świadomość i konsensus co do kwestii, że trzeba stać – że się tak mało elegancko wyrażę – na kilku nogach. Szermowanie hasłem, że tylko turystyka nas zbawi jest bez sensu. Poza wszystkim innym, branża turystyczna jest podatna na mody, sezonowość i niespecjalnie dobrze płatna. To w końcu banał, że im bardziej zróżnicowane środowisko, tym bardziej trwałe, odporne na zakłócenia i zmienne czynniki. Dotyczy to w równym stopniu składu gatunkowego lasu, jak i gospodarki. Osobiście więc bardzo cieszy mnie np. zarówno budowa Gołębiewskiego w Karpaczu, odrestaurowany Wojanów, tak samo jak nowa knajpa czy bank w Jeleniej Górze, nowa uczelnia w Sobieszowie, fabryka Schneidera w Radomierzu albo Marconiego w Piechowicach… (choć jak pokazuje praktyka, do wszystkiego można się przyczepić, co różnej maści malkontenci z lubością czynią)…. A utrzymanie i rozwój przemysłu na tym terenie uważam zresztą za szalenie ważne. Natomiast co do kwestii wielkości podmiotów - małe może jest piękne (czasami), ale małe bywa często słabe. Nie mówiąc już o ‘oczywistej oczywistości’ – jakie oferty pracy np. dla absolwentów wyższych uczelni mają małe rodzinne pensjonaty czy mikroprzedsiębiorstwa? Bliskie zeru... a nawet powiem – bliskie zeru absolutnemu….
… Co do klastra, to idea ‘klastra karkonoskiego’ może być nośna medialnie i można by coś tym ugrać (podobnie jak wypromowaniem ‘Doliny Pałaców i Ogrodów’). Tyle, że jawi mi się ów ‘wszystkoogarniający’ klaster, niczym ‘wszystkomający’ telefon w promocji Plusa ;) - osobiście nie wyobrażam sobie i nie wierzę w możliwość zaprogramowania ‘czegoś’ takiego przez jakiekolwiek gremium. Ważna jest natomiast powszechna świadomość, że potrzebne jest w tym naszym umownym ‘klastrze’ zróżnicowanie…. potrzebne po to, „by żyło się lepiej” ;))) Do tego się to sprowadza….
….no właśnie – teraz trochę o tym, czy się żyje lepiej… wydaje się, że póki co jesteśmy – jako region Karkonoszy / Kotliny Jeleniogórskiej – nieco nad kreską. Dla mnie takim syntetycznym wskaźnikiem jest… budownictwo mieszkaniowe. Metodologicznie pewnie taki wskaźnik nadaje się do potłuczenia o kant tyłka, na dodatek pachnie komunistyczną propagandą, ale wydaje się, że coś jest na rzeczy – skala budownictwa mieszkaniowego świadczy po pierwsze o tym, czy ludzie chcą wiązać swój los z regionem, czy nie, a po drugie o ich możliwościach finansowych, czyli jakości miejsc pracy i lokalnej gospodarki. W tej zabawie chodzi rzecz jasna tylko o porównanie z innymi regionami, a nie o to, czy przeciętny Kowalski jest zadowolony ze swojego M, lub czy mu wystarcza na czynsz. No więc porównajmy… W 2007 na 10 tys. mieszkańców wybudowano średnio - w Europie Zachodniej: ok. 75 mieszkań, w Polsce: 35, na Dolnym Śląsku: 31….. i tu okazuje się, że poza okolicami Wrocka, najlepiej wygląda to u nas: Wrocław + powiat: 63, Jelenia Góra + powiat: 38, Legnica + powiat: 25, Bolesławiec z powiatem: 17, Kłodzko z powiatem: 17, Wałbrzych z powiatem: 9 …. Można więc wysunąć ostrożny wniosek, że z tych dwóch wizji nakreślonych na wstępie, ta optymistyczna ma ciut większe szanse spełnienia w naszych okolicach…
Wracając do klastra – jak już powiedziałem, jestem dosyć sceptyczny co do możliwości wymyślenia i sterowania ‘klastrem karkonoskim’ przez jakiekolwiek gremium… choć jest jedna rzecz, która ma z ideą klastra sporo do czynienia - i na którą niektórzy prominentni (sądząc po adresach mailowych, na które wysyłałeś info :) szanowni uczestnicy forum zaproszeni do dyskusji mają jednak wpływ: ‘sterowanie’ jakością personelu, jakością zasobów ludzkich w ich instytucjach.
To kolejny banał, że ta kwestia decyduje w dużym stopniu o konkurencyjności regionów, a długofalowo o ich atrakcyjności i pomyślności. Ale nie chodzi tylko o formalne wykształcenie, liczbę szkoleń na kilometr kwadratowy ;), czy procentowy odsetek ludzi z wyższym wykształceniem w regionie. Ważna jest kultura organizacyjna instytucji, sposób rekrutacji i w efekcie jakość personelu na bardziej i mniej kluczowych stanowiskach w administracji, w instytucjach, w firmach… Zwyczaje w naszym regionie nie odbiegają pewnie od ogólnopolskich, i cóż… trochę dałoby się poprawić ;) Nie piję tu do żadnej konkretnej instytucji, choć rzecz jasna znam przypadki zatrudniania miernych ziomali w imię rodzinnej, czy środowiskowo-plemiennej solidarności…. Naturalnie można tak funkcjonować przez lata i dziesięciolecia i świat się nie wali. Niemniej jednak przekłada się to na nienajlepsze funkcjonowanie organizacji, nienajlepszą wiedzę personelu, nienajlepszą jakość procedur i tworzonej dokumentacji, nienajlepsze wnioski projektowe do UE, itd. itp….. przynajmniej w wykonaniu niektórych podmiotów. Na dłuższą metę ma to wpływ i na ilość pozyskanych środków zewnętrznych, i na poziom infrastruktury i na wiele innych spraw - generalnie na jakość życia.
Więc sądzę, że tak naprawdę sympatycznej idei ‘klastra karkonoskiego’ lokalny karkonoski establishment’ może się bardzo przysłużyć gł. w taki sposób – wprowadzając proste reguły (lub utrzymując je tam, gdzie funkcjonują) – profesjonalizm zamiast poplecznictwa, uczciwy konkurs zamiast ustawionej farsy, promowanie zdolnych zamiast zasłużonych. W ramach ćwiczeń duchowych każdy z uczestników potencjalnej debaty mógłby sobie odpowiedzieć, jak to z tym jest ‘na jego odcinku’… a potem można już snuć wizje ‘Wielkiego Karkonoskiego Klastra’ – nawet od morza do morza ;) [to niewinny żart a nie szyderstwo!!!!!!]. A co z ‘nieprominentnymi’? … może jednak wbrew mojemu lekkiemu sceptycyzmowi faktycznie warto nad tym klastrem karkonoskim się pochylić i rzucać jakieś pomysły?.... Moja klastro-fobia wynika pewnie z tradycyjnej cechy Tomaszy (niewierni! - co to nie uwierzą w klaster dopóki weń łapy nie włożą ;) , ale dopuszczam myśl, że mogę się mylić!
Pozdrawiam Cię serdecznie,
T.
(red.: to Tomasz Śliwa)
Witaj Jacku….
…. „Elizjum – kraina zrównoważonego rozwoju”.. .. hm, wydaje mi się, że przy obecnych uwarunkowaniach prawnych dot. ochrony środowiska, rozwój ‘niezrównoważony’ w rozumieniu ‘nie ekologiczny’ w ogóle nie jest ‘tu i teraz’ możliwy, można więc mówić tylko o rozwoju. Lub jego braku. Bo prawdziwy dylemat dla tego obszaru nie brzmi: rozwój zrównoważony czy rozwój niezrównoważony. On brzmi: rozwój czy brak rozwoju /regres/… Czy długofalowo zmierzamy w kierunku regionu coraz bardziej przyjaznego dla mieszkańców, o nowoczesnej infrastrukturze, profesjonalnej jakości usług, atrakcyjnego dla turystów, z dodatnim saldem migracji….. czy też obszaru problemowego - odpływ mieszkańców, wymywanie zdolnych i przedsiębiorczych, kiepska jakość usług i infrastruktury, niskopłatne miejsca pracy, nadawanie tonu w centrach miejscowości przez pijaczków, graficiarzy i przygłupiej młodzieży, a w lokalnych mediach przez populistów i sfrustrowanych, niekumatych komentatorów?
…. Rozwój z pewnością nie może opierać się na jednej branży, i tu faktycznie mamy sporo atutów – walory krajobrazowe, rosnąca baza turystyczna, zabytki, usługi spa, kilka szkół wyższych, przemysł…. o jakości tego wszystkiego można by wiele dyskutować, ale ważne, by była powszechna świadomość i konsensus co do kwestii, że trzeba stać – że się tak mało elegancko wyrażę – na kilku nogach. Szermowanie hasłem, że tylko turystyka nas zbawi jest bez sensu. Poza wszystkim innym, branża turystyczna jest podatna na mody, sezonowość i niespecjalnie dobrze płatna. To w końcu banał, że im bardziej zróżnicowane środowisko, tym bardziej trwałe, odporne na zakłócenia i zmienne czynniki. Dotyczy to w równym stopniu składu gatunkowego lasu, jak i gospodarki. Osobiście więc bardzo cieszy mnie np. zarówno budowa Gołębiewskiego w Karpaczu, odrestaurowany Wojanów, tak samo jak nowa knajpa czy bank w Jeleniej Górze, nowa uczelnia w Sobieszowie, fabryka Schneidera w Radomierzu albo Marconiego w Piechowicach… (choć jak pokazuje praktyka, do wszystkiego można się przyczepić, co różnej maści malkontenci z lubością czynią)…. A utrzymanie i rozwój przemysłu na tym terenie uważam zresztą za szalenie ważne. Natomiast co do kwestii wielkości podmiotów - małe może jest piękne (czasami), ale małe bywa często słabe. Nie mówiąc już o ‘oczywistej oczywistości’ – jakie oferty pracy np. dla absolwentów wyższych uczelni mają małe rodzinne pensjonaty czy mikroprzedsiębiorstwa? Bliskie zeru... a nawet powiem – bliskie zeru absolutnemu….
… Co do klastra, to idea ‘klastra karkonoskiego’ może być nośna medialnie i można by coś tym ugrać (podobnie jak wypromowaniem ‘Doliny Pałaców i Ogrodów’). Tyle, że jawi mi się ów ‘wszystkoogarniający’ klaster, niczym ‘wszystkomający’ telefon w promocji Plusa ;) - osobiście nie wyobrażam sobie i nie wierzę w możliwość zaprogramowania ‘czegoś’ takiego przez jakiekolwiek gremium. Ważna jest natomiast powszechna świadomość, że potrzebne jest w tym naszym umownym ‘klastrze’ zróżnicowanie…. potrzebne po to, „by żyło się lepiej” ;))) Do tego się to sprowadza….
….no właśnie – teraz trochę o tym, czy się żyje lepiej… wydaje się, że póki co jesteśmy – jako region Karkonoszy / Kotliny Jeleniogórskiej – nieco nad kreską. Dla mnie takim syntetycznym wskaźnikiem jest… budownictwo mieszkaniowe. Metodologicznie pewnie taki wskaźnik nadaje się do potłuczenia o kant tyłka, na dodatek pachnie komunistyczną propagandą, ale wydaje się, że coś jest na rzeczy – skala budownictwa mieszkaniowego świadczy po pierwsze o tym, czy ludzie chcą wiązać swój los z regionem, czy nie, a po drugie o ich możliwościach finansowych, czyli jakości miejsc pracy i lokalnej gospodarki. W tej zabawie chodzi rzecz jasna tylko o porównanie z innymi regionami, a nie o to, czy przeciętny Kowalski jest zadowolony ze swojego M, lub czy mu wystarcza na czynsz. No więc porównajmy… W 2007 na 10 tys. mieszkańców wybudowano średnio - w Europie Zachodniej: ok. 75 mieszkań, w Polsce: 35, na Dolnym Śląsku: 31….. i tu okazuje się, że poza okolicami Wrocka, najlepiej wygląda to u nas: Wrocław + powiat: 63, Jelenia Góra + powiat: 38, Legnica + powiat: 25, Bolesławiec z powiatem: 17, Kłodzko z powiatem: 17, Wałbrzych z powiatem: 9 …. Można więc wysunąć ostrożny wniosek, że z tych dwóch wizji nakreślonych na wstępie, ta optymistyczna ma ciut większe szanse spełnienia w naszych okolicach…
Wracając do klastra – jak już powiedziałem, jestem dosyć sceptyczny co do możliwości wymyślenia i sterowania ‘klastrem karkonoskim’ przez jakiekolwiek gremium… choć jest jedna rzecz, która ma z ideą klastra sporo do czynienia - i na którą niektórzy prominentni (sądząc po adresach mailowych, na które wysyłałeś info :) szanowni uczestnicy forum zaproszeni do dyskusji mają jednak wpływ: ‘sterowanie’ jakością personelu, jakością zasobów ludzkich w ich instytucjach.
To kolejny banał, że ta kwestia decyduje w dużym stopniu o konkurencyjności regionów, a długofalowo o ich atrakcyjności i pomyślności. Ale nie chodzi tylko o formalne wykształcenie, liczbę szkoleń na kilometr kwadratowy ;), czy procentowy odsetek ludzi z wyższym wykształceniem w regionie. Ważna jest kultura organizacyjna instytucji, sposób rekrutacji i w efekcie jakość personelu na bardziej i mniej kluczowych stanowiskach w administracji, w instytucjach, w firmach… Zwyczaje w naszym regionie nie odbiegają pewnie od ogólnopolskich, i cóż… trochę dałoby się poprawić ;) Nie piję tu do żadnej konkretnej instytucji, choć rzecz jasna znam przypadki zatrudniania miernych ziomali w imię rodzinnej, czy środowiskowo-plemiennej solidarności…. Naturalnie można tak funkcjonować przez lata i dziesięciolecia i świat się nie wali. Niemniej jednak przekłada się to na nienajlepsze funkcjonowanie organizacji, nienajlepszą wiedzę personelu, nienajlepszą jakość procedur i tworzonej dokumentacji, nienajlepsze wnioski projektowe do UE, itd. itp….. przynajmniej w wykonaniu niektórych podmiotów. Na dłuższą metę ma to wpływ i na ilość pozyskanych środków zewnętrznych, i na poziom infrastruktury i na wiele innych spraw - generalnie na jakość życia.
Więc sądzę, że tak naprawdę sympatycznej idei ‘klastra karkonoskiego’ lokalny karkonoski establishment’ może się bardzo przysłużyć gł. w taki sposób – wprowadzając proste reguły (lub utrzymując je tam, gdzie funkcjonują) – profesjonalizm zamiast poplecznictwa, uczciwy konkurs zamiast ustawionej farsy, promowanie zdolnych zamiast zasłużonych. W ramach ćwiczeń duchowych każdy z uczestników potencjalnej debaty mógłby sobie odpowiedzieć, jak to z tym jest ‘na jego odcinku’… a potem można już snuć wizje ‘Wielkiego Karkonoskiego Klastra’ – nawet od morza do morza ;) [to niewinny żart a nie szyderstwo!!!!!!]. A co z ‘nieprominentnymi’? … może jednak wbrew mojemu lekkiemu sceptycyzmowi faktycznie warto nad tym klastrem karkonoskim się pochylić i rzucać jakieś pomysły?.... Moja klastro-fobia wynika pewnie z tradycyjnej cechy Tomaszy (niewierni! - co to nie uwierzą w klaster dopóki weń łapy nie włożą ;) , ale dopuszczam myśl, że mogę się mylić!
Pozdrawiam Cię serdecznie,
T.
(red.: to Tomasz Śliwa)
piątek, 1 sierpnia 2008
KLASTER KARKONOSKI (1)
KLASTER KARKONOSKI - a co to takiego ?
Kilka definicji pojęcia "klaster" znajdą Państwo w pierwszym poście na naszym blogu. Jak widać, pojęciem tym posługują się spece z różnych dziedzin: od struktury cząsteczek, od muzycznych wielodźwięków, ze świata informatyki... Ale także ekonomiści od nowoczesnych makro-struktur gospodarczych. W tym ostatnim ujęciu istotę zjawiska klastrów widzę tak oto :
Co to jest "klaster" ?
Jest to – w przybliżeniu - sytuacja, gdy ileś niezależnych podmiotów z różnych sektorów czy branż, mających na co dzień odmienne zadania i różne interesy – uznaje (mniej czy bardziej formalnie), że wokół jakiegoś szczególnego celu, który warto uznać za ważny oraz za w s p ó l n y , warto się porozumieć, by na rzecz tegoż celu działać śmielej, skuteczniej. Działać niejako "w drużynie". Klastry dotyczą na ogół sfery produkcji. Ale… czy tylko? Krzemowa Dolina powstała – o ile wiem - na styku biznesu i twórczej myśli naukowej. W takich inicjatywach cenny może być też udział administracji lokalnej czy państwowej, sektora obywatelskiego, mediów i w. in. Udział w strukturze klastrowej to zgoda na wejście do swego rodzaju gry, w której interes własny "graczy" (obojętne, czy motywowanych komercyjnie, czy ideowo) zyskuje dodatkowe szanse urzeczywistnienia. W dobrze pomyślanym klastrze mamy więc do czynienia z grą określaną z angielska hasłem "win-win". W tej grze każdy jej uczestnik staje się zwycięzcą.
Na naszym blogu będzie mowa o nietypowym projekcie, którego pełna nazwa brzmi: "ŚLĄSKIE ELIZJUM - KRAINA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU". Roboczo określamy go jako Klaster Karkonoski. Jest to jeden z produktów ubiegłorocznych spotkań obywatelskiego "EKO-FORUM" w Dworze Czarne, które przy wsparciu Miasta Jeleniej Góry uruchomiła Fundacja Kultury Ekologicznej. Inspiracją były też dyskusje przy zawiązywaniu się "Partnerstwa na rzecz Regionu Karkonoskiego" i na warsztatach poświęconych "Tezom Karkonoskim".
To nie przypadek, że o walorach i o przyszłości Kotliny Jeleniogórskiej dialog odbywa się w wielu miejscach. W Dworze Czarne, w pałacach w Łomnicy, w Bukowcu, w hotelu "Paulinum", a ostatnio też w Wojanowie. Kontynuowany jest na kolejnych publicznych debatach "Obserwatorium Karkonoskiego" w jeleniogórskim Biurze Wystaw Artystycznych. Co ważne, wzbogaca go wiedza o działaniach, jakie od kilku lat, z sobie właściwym pragmatyzmem, prowadzą nasi partnerzy z czeskiej strony Karkonoszy i Gór Izerskich... Można z ostrożnym optymizmem stwierdzić, że w Kotlinie Jeleniogórskiej narasta intelektualny ferment i twórcze obywatelskie myślenie o ważnych sprawach tego wyjątkowego (tak wielu z nas uważa !) miejsca na Ziemi. Dotychczasowym tego efektem jest gruntowne rozpoznanie zarówno walorów tego obszaru jak i kluczowych problemów, w tym grzechów decyzyjnych, z jakimi – z punktu widzenia pomyślnego rozwoju - mamy tu do czynienia. Ale to nie tylko diagnoza ! "Tezy Karkonoskie" (aktualnie konsultowane w gminach), proponują kierunki dalszych działań i kreślą przyszłą wizję obszaru określanego w nich jako "Region Karkonoski".
W toku dyskusji na "EKO-FORUM" pojawił się jednak pewien niedosyt. Mamy oto atrakcyjną wizję, ale co czynić, by "Tezy" nie stały się kolejnym ekspercko-obywatelskim elaboratem, jakich sporo zalega różne szuflady i regały? Żeby - trywializując - nie była to kolejna, przysłowiowa "para w gwizdek"? Zaczęły się rozmowy o metodach, które pozwoliłyby uruchomić i przeprowadzić proces urzeczywistniania tej wizji. Pomocne okazały się doświadczenia czeskie. Dla podobnych zamysłów, dotyczących głównie odnowy wsi, w czeskiej części Euroregionu Nysa projektowany jest międzysektorowy "klaster". Właśnie owa międzysektorowość wydała nam się szczególnie interesująca. Model Klastra Karkonoskiego opracowany przez FKE, jest ciągle materiałem do dyskusji. Ale już można dodać: prezentowany od jesieni ub. roku w różnych gremiach, nie został w istotny sposób zakwestionowany. Przeciwnie, jako pomysł na "narzędzie" mające służyć urzeczywistnieniu strategii "Tez Karkonoskich", spotyka się z żywym zainteresowaniem, zyskując coraz szerszy krąg sojuszników. Potwierdziły to m.in. rozmowy prowadzone w ostatnim czasie z nowym Zarządem Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A., z dr Jerzym Ładyszem (Uniwersytet Ekonomiczny) i spotkanie w dniu 4 lipca w Dworze "Czarne", podczas którego dyskutowali: p. Zofia Czernow, p. Jerzy Nalichowski, p. Witold Szczudłowski oraz przedstawiciele Zarządu FKE : niżej podpisany i Marcin Milewski.
Wiele wskazuje na to, że jeszcze w tym roku idea "Klastra Karkonoskiego" nabierze konkretnych kształtów. Tym bardzie powinna stać się tematem szerokiej debaty publicznej.
Już dziś do niej zapraszam !
Osoby bliżej zainteresowane proszę o kontakt mailowy na : fke.prezes@gmail.com
Jacek Jakubiec
(Fundacja Kultury Ekologicznej)
Kilka definicji pojęcia "klaster" znajdą Państwo w pierwszym poście na naszym blogu. Jak widać, pojęciem tym posługują się spece z różnych dziedzin: od struktury cząsteczek, od muzycznych wielodźwięków, ze świata informatyki... Ale także ekonomiści od nowoczesnych makro-struktur gospodarczych. W tym ostatnim ujęciu istotę zjawiska klastrów widzę tak oto :
Co to jest "klaster" ?
Jest to – w przybliżeniu - sytuacja, gdy ileś niezależnych podmiotów z różnych sektorów czy branż, mających na co dzień odmienne zadania i różne interesy – uznaje (mniej czy bardziej formalnie), że wokół jakiegoś szczególnego celu, który warto uznać za ważny oraz za w s p ó l n y , warto się porozumieć, by na rzecz tegoż celu działać śmielej, skuteczniej. Działać niejako "w drużynie". Klastry dotyczą na ogół sfery produkcji. Ale… czy tylko? Krzemowa Dolina powstała – o ile wiem - na styku biznesu i twórczej myśli naukowej. W takich inicjatywach cenny może być też udział administracji lokalnej czy państwowej, sektora obywatelskiego, mediów i w. in. Udział w strukturze klastrowej to zgoda na wejście do swego rodzaju gry, w której interes własny "graczy" (obojętne, czy motywowanych komercyjnie, czy ideowo) zyskuje dodatkowe szanse urzeczywistnienia. W dobrze pomyślanym klastrze mamy więc do czynienia z grą określaną z angielska hasłem "win-win". W tej grze każdy jej uczestnik staje się zwycięzcą.
Na naszym blogu będzie mowa o nietypowym projekcie, którego pełna nazwa brzmi: "ŚLĄSKIE ELIZJUM - KRAINA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU". Roboczo określamy go jako Klaster Karkonoski. Jest to jeden z produktów ubiegłorocznych spotkań obywatelskiego "EKO-FORUM" w Dworze Czarne, które przy wsparciu Miasta Jeleniej Góry uruchomiła Fundacja Kultury Ekologicznej. Inspiracją były też dyskusje przy zawiązywaniu się "Partnerstwa na rzecz Regionu Karkonoskiego" i na warsztatach poświęconych "Tezom Karkonoskim".
To nie przypadek, że o walorach i o przyszłości Kotliny Jeleniogórskiej dialog odbywa się w wielu miejscach. W Dworze Czarne, w pałacach w Łomnicy, w Bukowcu, w hotelu "Paulinum", a ostatnio też w Wojanowie. Kontynuowany jest na kolejnych publicznych debatach "Obserwatorium Karkonoskiego" w jeleniogórskim Biurze Wystaw Artystycznych. Co ważne, wzbogaca go wiedza o działaniach, jakie od kilku lat, z sobie właściwym pragmatyzmem, prowadzą nasi partnerzy z czeskiej strony Karkonoszy i Gór Izerskich... Można z ostrożnym optymizmem stwierdzić, że w Kotlinie Jeleniogórskiej narasta intelektualny ferment i twórcze obywatelskie myślenie o ważnych sprawach tego wyjątkowego (tak wielu z nas uważa !) miejsca na Ziemi. Dotychczasowym tego efektem jest gruntowne rozpoznanie zarówno walorów tego obszaru jak i kluczowych problemów, w tym grzechów decyzyjnych, z jakimi – z punktu widzenia pomyślnego rozwoju - mamy tu do czynienia. Ale to nie tylko diagnoza ! "Tezy Karkonoskie" (aktualnie konsultowane w gminach), proponują kierunki dalszych działań i kreślą przyszłą wizję obszaru określanego w nich jako "Region Karkonoski".
W toku dyskusji na "EKO-FORUM" pojawił się jednak pewien niedosyt. Mamy oto atrakcyjną wizję, ale co czynić, by "Tezy" nie stały się kolejnym ekspercko-obywatelskim elaboratem, jakich sporo zalega różne szuflady i regały? Żeby - trywializując - nie była to kolejna, przysłowiowa "para w gwizdek"? Zaczęły się rozmowy o metodach, które pozwoliłyby uruchomić i przeprowadzić proces urzeczywistniania tej wizji. Pomocne okazały się doświadczenia czeskie. Dla podobnych zamysłów, dotyczących głównie odnowy wsi, w czeskiej części Euroregionu Nysa projektowany jest międzysektorowy "klaster". Właśnie owa międzysektorowość wydała nam się szczególnie interesująca. Model Klastra Karkonoskiego opracowany przez FKE, jest ciągle materiałem do dyskusji. Ale już można dodać: prezentowany od jesieni ub. roku w różnych gremiach, nie został w istotny sposób zakwestionowany. Przeciwnie, jako pomysł na "narzędzie" mające służyć urzeczywistnieniu strategii "Tez Karkonoskich", spotyka się z żywym zainteresowaniem, zyskując coraz szerszy krąg sojuszników. Potwierdziły to m.in. rozmowy prowadzone w ostatnim czasie z nowym Zarządem Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A., z dr Jerzym Ładyszem (Uniwersytet Ekonomiczny) i spotkanie w dniu 4 lipca w Dworze "Czarne", podczas którego dyskutowali: p. Zofia Czernow, p. Jerzy Nalichowski, p. Witold Szczudłowski oraz przedstawiciele Zarządu FKE : niżej podpisany i Marcin Milewski.
Wiele wskazuje na to, że jeszcze w tym roku idea "Klastra Karkonoskiego" nabierze konkretnych kształtów. Tym bardzie powinna stać się tematem szerokiej debaty publicznej.
Już dziś do niej zapraszam !
Osoby bliżej zainteresowane proszę o kontakt mailowy na : fke.prezes@gmail.com
Jacek Jakubiec
(Fundacja Kultury Ekologicznej)
Przeglądarka Mozilla - ew. problemy
[uwaga tachniczna: używający przeglądarki Mozilla mogą mieć problemy we właściwej prezentacji witryny]
Subskrybuj:
Posty (Atom)