Głos ekonomisty (lekko sceptyczny)
Witaj Jacku….
…. „Elizjum – kraina zrównoważonego rozwoju”.. .. hm, wydaje mi się, że przy obecnych uwarunkowaniach prawnych dot. ochrony środowiska, rozwój ‘niezrównoważony’ w rozumieniu ‘nie ekologiczny’ w ogóle nie jest ‘tu i teraz’ możliwy, można więc mówić tylko o rozwoju. Lub jego braku. Bo prawdziwy dylemat dla tego obszaru nie brzmi: rozwój zrównoważony czy rozwój niezrównoważony. On brzmi: rozwój czy brak rozwoju /regres/… Czy długofalowo zmierzamy w kierunku regionu coraz bardziej przyjaznego dla mieszkańców, o nowoczesnej infrastrukturze, profesjonalnej jakości usług, atrakcyjnego dla turystów, z dodatnim saldem migracji….. czy też obszaru problemowego - odpływ mieszkańców, wymywanie zdolnych i przedsiębiorczych, kiepska jakość usług i infrastruktury, niskopłatne miejsca pracy, nadawanie tonu w centrach miejscowości przez pijaczków, graficiarzy i przygłupiej młodzieży, a w lokalnych mediach przez populistów i sfrustrowanych, niekumatych komentatorów?
…. Rozwój z pewnością nie może opierać się na jednej branży, i tu faktycznie mamy sporo atutów – walory krajobrazowe, rosnąca baza turystyczna, zabytki, usługi spa, kilka szkół wyższych, przemysł…. o jakości tego wszystkiego można by wiele dyskutować, ale ważne, by była powszechna świadomość i konsensus co do kwestii, że trzeba stać – że się tak mało elegancko wyrażę – na kilku nogach. Szermowanie hasłem, że tylko turystyka nas zbawi jest bez sensu. Poza wszystkim innym, branża turystyczna jest podatna na mody, sezonowość i niespecjalnie dobrze płatna. To w końcu banał, że im bardziej zróżnicowane środowisko, tym bardziej trwałe, odporne na zakłócenia i zmienne czynniki. Dotyczy to w równym stopniu składu gatunkowego lasu, jak i gospodarki. Osobiście więc bardzo cieszy mnie np. zarówno budowa Gołębiewskiego w Karpaczu, odrestaurowany Wojanów, tak samo jak nowa knajpa czy bank w Jeleniej Górze, nowa uczelnia w Sobieszowie, fabryka Schneidera w Radomierzu albo Marconiego w Piechowicach… (choć jak pokazuje praktyka, do wszystkiego można się przyczepić, co różnej maści malkontenci z lubością czynią)…. A utrzymanie i rozwój przemysłu na tym terenie uważam zresztą za szalenie ważne. Natomiast co do kwestii wielkości podmiotów - małe może jest piękne (czasami), ale małe bywa często słabe. Nie mówiąc już o ‘oczywistej oczywistości’ – jakie oferty pracy np. dla absolwentów wyższych uczelni mają małe rodzinne pensjonaty czy mikroprzedsiębiorstwa? Bliskie zeru... a nawet powiem – bliskie zeru absolutnemu….
… Co do klastra, to idea ‘klastra karkonoskiego’ może być nośna medialnie i można by coś tym ugrać (podobnie jak wypromowaniem ‘Doliny Pałaców i Ogrodów’). Tyle, że jawi mi się ów ‘wszystkoogarniający’ klaster, niczym ‘wszystkomający’ telefon w promocji Plusa ;) - osobiście nie wyobrażam sobie i nie wierzę w możliwość zaprogramowania ‘czegoś’ takiego przez jakiekolwiek gremium. Ważna jest natomiast powszechna świadomość, że potrzebne jest w tym naszym umownym ‘klastrze’ zróżnicowanie…. potrzebne po to, „by żyło się lepiej” ;))) Do tego się to sprowadza….
….no właśnie – teraz trochę o tym, czy się żyje lepiej… wydaje się, że póki co jesteśmy – jako region Karkonoszy / Kotliny Jeleniogórskiej – nieco nad kreską. Dla mnie takim syntetycznym wskaźnikiem jest… budownictwo mieszkaniowe. Metodologicznie pewnie taki wskaźnik nadaje się do potłuczenia o kant tyłka, na dodatek pachnie komunistyczną propagandą, ale wydaje się, że coś jest na rzeczy – skala budownictwa mieszkaniowego świadczy po pierwsze o tym, czy ludzie chcą wiązać swój los z regionem, czy nie, a po drugie o ich możliwościach finansowych, czyli jakości miejsc pracy i lokalnej gospodarki. W tej zabawie chodzi rzecz jasna tylko o porównanie z innymi regionami, a nie o to, czy przeciętny Kowalski jest zadowolony ze swojego M, lub czy mu wystarcza na czynsz. No więc porównajmy… W 2007 na 10 tys. mieszkańców wybudowano średnio - w Europie Zachodniej: ok. 75 mieszkań, w Polsce: 35, na Dolnym Śląsku: 31….. i tu okazuje się, że poza okolicami Wrocka, najlepiej wygląda to u nas: Wrocław + powiat: 63, Jelenia Góra + powiat: 38, Legnica + powiat: 25, Bolesławiec z powiatem: 17, Kłodzko z powiatem: 17, Wałbrzych z powiatem: 9 …. Można więc wysunąć ostrożny wniosek, że z tych dwóch wizji nakreślonych na wstępie, ta optymistyczna ma ciut większe szanse spełnienia w naszych okolicach…
Wracając do klastra – jak już powiedziałem, jestem dosyć sceptyczny co do możliwości wymyślenia i sterowania ‘klastrem karkonoskim’ przez jakiekolwiek gremium… choć jest jedna rzecz, która ma z ideą klastra sporo do czynienia - i na którą niektórzy prominentni (sądząc po adresach mailowych, na które wysyłałeś info :) szanowni uczestnicy forum zaproszeni do dyskusji mają jednak wpływ: ‘sterowanie’ jakością personelu, jakością zasobów ludzkich w ich instytucjach.
To kolejny banał, że ta kwestia decyduje w dużym stopniu o konkurencyjności regionów, a długofalowo o ich atrakcyjności i pomyślności. Ale nie chodzi tylko o formalne wykształcenie, liczbę szkoleń na kilometr kwadratowy ;), czy procentowy odsetek ludzi z wyższym wykształceniem w regionie. Ważna jest kultura organizacyjna instytucji, sposób rekrutacji i w efekcie jakość personelu na bardziej i mniej kluczowych stanowiskach w administracji, w instytucjach, w firmach… Zwyczaje w naszym regionie nie odbiegają pewnie od ogólnopolskich, i cóż… trochę dałoby się poprawić ;) Nie piję tu do żadnej konkretnej instytucji, choć rzecz jasna znam przypadki zatrudniania miernych ziomali w imię rodzinnej, czy środowiskowo-plemiennej solidarności…. Naturalnie można tak funkcjonować przez lata i dziesięciolecia i świat się nie wali. Niemniej jednak przekłada się to na nienajlepsze funkcjonowanie organizacji, nienajlepszą wiedzę personelu, nienajlepszą jakość procedur i tworzonej dokumentacji, nienajlepsze wnioski projektowe do UE, itd. itp….. przynajmniej w wykonaniu niektórych podmiotów. Na dłuższą metę ma to wpływ i na ilość pozyskanych środków zewnętrznych, i na poziom infrastruktury i na wiele innych spraw - generalnie na jakość życia.
Więc sądzę, że tak naprawdę sympatycznej idei ‘klastra karkonoskiego’ lokalny karkonoski establishment’ może się bardzo przysłużyć gł. w taki sposób – wprowadzając proste reguły (lub utrzymując je tam, gdzie funkcjonują) – profesjonalizm zamiast poplecznictwa, uczciwy konkurs zamiast ustawionej farsy, promowanie zdolnych zamiast zasłużonych. W ramach ćwiczeń duchowych każdy z uczestników potencjalnej debaty mógłby sobie odpowiedzieć, jak to z tym jest ‘na jego odcinku’… a potem można już snuć wizje ‘Wielkiego Karkonoskiego Klastra’ – nawet od morza do morza ;) [to niewinny żart a nie szyderstwo!!!!!!]. A co z ‘nieprominentnymi’? … może jednak wbrew mojemu lekkiemu sceptycyzmowi faktycznie warto nad tym klastrem karkonoskim się pochylić i rzucać jakieś pomysły?.... Moja klastro-fobia wynika pewnie z tradycyjnej cechy Tomaszy (niewierni! - co to nie uwierzą w klaster dopóki weń łapy nie włożą ;) , ale dopuszczam myśl, że mogę się mylić!
Pozdrawiam Cię serdecznie,
T.
(red.: to Tomasz Śliwa)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Tomku, z opóźnieniem reaguję na Twój wpis. Wielowątkowy, wnoszący ważne obserwacje, cenny. I za to Ci dzięki. Co nie znaczy, że wszystko co piszesz przekonuje mnie. W moim następnym pospieram się z Tobą. Kłóćmy sie do skutku!
Trzymaj się -
JJ.
... miało być "w moim następnym wpisie".
Prześlij komentarz